9 lekcji, które dało mi półroczne wypalenie kreatywne

with Brak komentarzy

wypalenie kreatywne nauczylam sie kot schowany

Już kiedyś poczułam, że dostajemy nie to, czego chcemy, ale czego nam potrzeba.
Najczęściej ta nauczka boli, tak było i tym razem.
Bo przecież wcale nie chciałam mieć wypalenia kreatywnego.

Niestety to jedna z tych rzeczy, o które nikt nie pyta.
Ono po prostu jest.

I choć w trakcie trudno w to uwierzyć – wypalenie kreatywne rozwija.
Ten „stracony czas” jest cenną lekcją.

Jeśli właśnie teraz otacza Cię niemoc, frustracja i brak wiary, mocno Cię przytulam.

Nie jesteś sama. Nie jesteś jedyna.
Ja też tam byłam.
I wróciłam.

Oto lekcje, jakie dało mi moje wypalenie kreatywne.

LEKCJA 1: Nauczyłam się, że można stracić poczucie sensu życia.

Po obronie znikła moja misja życiowa, a właściwie poczułam, że wcale jej nie mam.
Wcześniej rozkminy blokował doktorat – „Jak go skończę, wtedy będę decydować”, myślałam.
No i nagle się skończył. Już.

A ja dalej (a nawet mocniej!) nie wiedziałam, co chcę robić TERAZ.
Nie miałam ochoty blogować ani pisać, nie czułam sensu w żadnej aktywności.
Byłam jak absolwent studiów, który MOŻE WSZYSTKO, ALE NIE WIE, CZEGO CHCE.
Właśnie wtedy poczułam, że jestem wypalona.

LEKCJA 2: Nauczyłam się mówić, że mi „nie idzie” bez poczucia winy.

Gdy tylko skończyłam doktorat, wszyscy (ja też!) założyli, że od razu ruszę z kolejnym projektem.
A tu klops, cisza, absolutny brak mocy do działania.
Z początku każde „Co z Twoją powieścią?” było jak uderzenie w siniak.
Celne i podwójnie bolesne.

Stopniowo zaczęłam odpuszczać swoje oczekiwania, więc cudze też mniej mnie dotykały.
Dziś na „Jak tam Twoja powieść?” odpowiadam czasem „Nijak” :D
Tak samo traktuję pytania o blogowanie.

LEKCJA 3: Nauczyłam się cierpliwości. Cierpliwości. Cierpliwości.
I jeszcze raz: cierpliwości.

Mała część mnie bardzo chciała działać. Cała reszta krzyczała „NIEEEEEE!”.
Myślałam, że wystarczy miesiąc odpoczynku. Później, że dwa. Ale aż trzy?

Pełna odbudowa sił zajęła mi pół roku. Pełne 6 miesięcy pokory.
Powoli, wolniej niż bym chciała, obserwowałam jak wracam „do siebie”.
Dziś wiem, że cierpliwość to najcenniejsza umiejętność.
Taka, której nikt nie chce.

LEKCJA 4: Nauczyłam się jak ważny jest kontakt z twórczymi osobami.

Mimo wypalenia kreatywnego, dalej spotykałam się ze znajomymi pisarkami.
Słuchałam opowieści o tym jak im idzie, dawałam się wciągnąć w wir przygód ich postaci.
Kibicowałam Alinie w odkrywaniu jak radzić sobie z końcem świata, Uli w poznawaniu tajemnic zielarstwa, obu – w byciu Trenerkami Pisania. Była też Ela, nasza Matka Aniołów.

Dzięki nim byłam blisko pisania i czułam, jak piękna jest ta przygoda.
Dziewczyny pytały też co słychać u Hanki, gilgotały mój umysł pytaniami.
I choć nie napisałam dotąd ani jednego słowa powieści…

LEKCJA 5: Nauczyłam się, że „proces pisania” działa w tle.

Bardzo się bałam, że straciłam dostęp do świata z mojej powieści.
Nie widziałam scen, nie słyszałam postaci, nie wiedziałam nic o historii.
A jednak, pod wpływem pytań dziewczyn zauważyłam, że opowieść się zmienia.
Podważałam jej elementy i chętniej odcinałam stare wątki.

To wtedy odkryłam, że jedna z moich postaci kłamie.
Teraz wiem, że mój umysł nieustannie pracuje nad opowieścią.
I w końcu znowu dotrę do etapu jej spisywania!

LEKCJA 6: Nauczyłam się, że dobre pisanie może trwać lata.

Bałam się, że nie napiszę już nic. Nigdy.
W mroku rozpaczy zaczęłam szukać inspiracji w historiach innych pisarzy.
Zagrzebałam się w wywiadach z twórcami, których książki mnie oczarowały.

Odkryłam, że pisali je latami.
Jak Richard Flanagan „Ścieżki Północy” (12 lat) albo Nathan Hill „Niksy” (10 lat).
Poczułam, że mogę pisać wolno, we własnym tempie.
Bo pisanie to nie wyścigi.

LEKCJA 7: Nauczyłam się, co pomaga w tworzeniu a co je utrudnia.

Byłam na dnie, więc nie bałam się próbować nowych rozwiązań.
Zaczęłam pisać poranne strony, tworzyć historyjki ze Story Cubes i poszłam na kurs szydełkowania.
Tworzyłam bez celu, bez nadziei na sukces, dla samej przyjemności tworzenia.
Spędziłam też miesiąc bez social media i to zmieniło wszystko.

LEKCJA 8: Nauczyłam się, że wypalenie kreatywne to czas weryfikacji.

W ogromnym zmęczeniu straciłam wiarę w siebie i w działanie. Wątpiłam we wszystko.
Bardzo często pytałam „Ale czy w ogóle warto…”? Odpowiedź zawsze brzmiała „WARTO”.
Nawet wtedy, gdy nie miałam celu i energii, bez cienia wątpliwości głos we mnie mówił:
WARTO.

LEKCJA 9: Nauczyłam się, że wypalenie kreatywne mija.

Gdy trwasz w środku kreatywnej ciszy, wydaje się, że tak będzie już wiecznie.
Wiem, że miejsce, w którym wtedy jesteś jest mroczne.
Nie ma tu sensu, celu ani energii. Nie ma Ciebie.
Cierpliwości. Kreatywność naprawdę wróci.

Najpierw jako szept lub słowo, potem pierwsze zdanie.
Powoli, powoli, Twoja radość tworzenia wróci.
A Ty, choć wcale tego nie chcesz, będziesz inna.
Spokojniejsza. Silniejsza niż myślisz.

Może właśnie taka musisz być, by napisać to, co przed Tobą.

A my poczekamy, aż wrócisz.
WARTO.

Autor zdjęcia: Ramiz Dedakovic/unsplash.com

Podziel się :)
Follow Anna Bąk:

Pomagam budować zaufanie. Do siebie. Do twórczości. Do innych. Otulam spokojem i wiedzą. Gilgotam pytaniami. Kocham biblioteki, artykuły biurowe i zapach świeżego chleba :)