Żałoba na przyszłość

with 2 komentarze
Kobieta w cieniu
Autor: Aaron Mello

 

Nadchodzi bez uprzedzenia. Bez zaproszenia nawet. Ot, niewychowana.
Ale tak to już chyba jest z żałobą, że nikt na nią nie czeka.
Wiec musi się wpraszać na siłę. Inaczej nie miałaby z ludźmi kontaktu. A musi. Taka praca.

Najbliżej jest gdy czytam książkę o porodach albo in vitro. A ona przysiada się blisko i szepcze mi do ucha „nigdy nie będziesz matką”. Albo gdy oglądam film dokumentalny o dopasowaniu par małżeńskich. I widzę szczęśliwe śluby. A ona delikatnie głaszcze mnie po głowie i bezgłośnie mamrocze: „Szkoda, że ty nigdy nie ubierzesz białej sukienki. Ani na palcu obrączki mieć nie będziesz”. A gdy moje oczy zachodzą mgłą i zaciskam usta, patrzy prosto na mnie i dorzuca „Wiesz, że mam rację. Więc może zacznijmy już teraz?”.

Doskonale mnie zna i wie, że lubię być przygotowana. Wtedy czuję się bezpiecznie. Nieznane przeraża najbardziej, podobnie jak zawiedziona nadzieja. Z niemym błaganiem w oczach do ostatnich chwil. Przytakuję więc powoli głową, a ona klaszcze w dłonie. Na to czekała. Lubi prymusów.

Nie musi mi tłumaczyć co teraz nastąpi. Jestem psychologiem. Wiem.
Najpierw będzie delikatnie i cicho, z dużej odległości. Jak tchnienie wiatru dociera do mnie lekka bryza, a z nią jękliwa melodia „Nie będziesz matką… Nie będziesz żoną… Nie będziesz…”. Moje ciało drży. Oczy wilgotnieją. Mocniej zaciskam rękę na jej dłoni. „Oddychaj”- mówi – „To dopiero początek”.

I rzeczywiście, przy kolejnym wdechu wiruje wokół mnie zapach starego koca i wilgotnej piwnicy. Powietrze robi się gęste, zastane. Jak w niewietrzonym pokoju. O który nikt nie dba. W nosie drażnią mnie kolejne frazy „Będziesz zawsze sama… Samotna… Zapomniana…”. Ściany się kurczą, a w głowie huczy. Zatkany nos broni nas oboje przed niechcianym atakiem. Za późno. Nieruchomieję, gdy ona otula mnie ramionami.

Włoski na rękach stają na baczność, jak miliony małych naiwnych żołnierzy. Chcą walczyć z niewidzialnym. A wróg dawno już jest w środku. Po ciele echem odbija się wołanie. Ciele niegłaskanym, nieutulonym, niepieszczonym. Ciele o krok od nieistnienia. Od jego napiętych ścian wędruje ku sercu narastająca mantra „Umrzesz sama… I nikt… Nikt… Nikt…”.

Nie musi kończyć. Tracę przytomność zmysłów i samej siebie. Nurkuję w otchłań, a ona lekko się uśmiecha. Robimy postępy. Ostatnio wymiękłam przy zapachu, więc mamy progres.

Żałoba stawia plusik przy kolejnej rubryce w desensytyzacji samotności. Jestem pojętną uczennicą. Jeszcze trochę a całkowicie pogodzę się z wyrokiem. Będę umiała się uśmiechać na słowa „A ty dlaczego wciąż sama?”. Z dumą wypowiem wyuczoną regułkę.

Żałoba poklepie mnie po plecach.
A potem pójdę na grób nadziei. I na niego napluję.
To lepsze niż certyfikat.

Follow Anna Bąk:

Piszę, bo mój świat jest pełen historii. Chcę się nimi z Tobą podzielić. Przytulić Cię dobrym słowem :) Aby Twój dzień był lepszy. Albo chociaż inny. Skutki uboczne gwarantowane! :)

  • pancharlie

    świetny kawałek, autentyczny emocjonalnie, zrobił na mnie wrażenie, a ja nie jestem wrażliwa jak gąbka ;)

    • Anna

      W takim razie to uznanie liczy się razy 2! :) Dziękuję!