1-2-3 biała pusta kartka patrzy!

with Brak komentarzy

nierozpisanie-czyli-biala-kartka-patrzy-jak-ten-pies

Migający kursor albo biała kartka.
Puste.
Zupełnie jak Twoja głowa.
Im dłużej patrzysz, tym bardziej ta pustka patrzy w Ciebie.
Odbija się od miejsc, w których powinny być słowa.
A nie ma.

Terror białej pustej kartki zna chyba każdy pisarz.
Ten moment, gdy słowa uciekają z głowy i nie da się sklecić nawet jednego zdania.
Doświadczyłam pustki na dwóch ostatnich spotkaniach pisarskich. Bolało.
Na szczęście znam sposoby na pokonanie blokady.
Może przydadzą się także Tobie?

Trzy typy pisarzy nad kartką

W moim przypadku najgorzej jest, gdy mam pisać „na zawołanie”.
Jak na warsztatach – 5 minut pracy i czytamy efekty.
Wtedy zdania chowają się w zakamarkach mózgu i w głowie cisza.

Mam potrzebę zaczynania od pomysłu, więc siedzę wgapiona w kartkę i kminię.
Jak ciekawie podejść do tematu „domu”, z której strony zacząć?
Gdy mój mózg paruje, na zewnątrz wyglądam, jakbym nic nie robiła.
No i często na tym się kończy, bo 5 minut mija a ja mam połowę (na pewno genialnej!) koncepcji.
Tylko na kartce nie ma po niej śladu.
Tak kończy pisarz-myśliciel.

Druga grupa to pisarze-kreślacze.
Oni zaczynają od pierwszego zdania.
A potem wprowadzają poprawki. I dalej. I jeszcze.
Wyznaczone 5 minut poświęcają na tortury pierwszej frazy.
Nie docierają do drugiej.

Ach, oczywiście to typy, które mogą się łączyć: myśliciel może utknąć na pierwszym zdaniu ;)

Jest wreszcie znienawidzona grupa pisarzy-hydraulików.
Z nich słowa leją się jak z kranu, płyną na kartkę nieprzerwanym strumieniem.
Co dodaje cierpienia typowi 1 i 2 ;)

Biała pusta kartka patrzy!

Gdy walczysz z białą kartką, wiele dzieje się w Twojej głowie.
Im dłużej siedzisz, tym bardziej rośnie poczucie winy, a spada samoocena.
No bo inni maja już pół strony a Ty dalej nic.
To zniechęca, dołuje, demotywuje.

W głowie wędrują czarne myśli:
„Nic z tego nie będzie”, „i tak tego nie przeczytam!”
„Co ja tutaj robię?”, „to zdanie nie ma sensu”, „już nie wiem o co mi chodzi!”.
Presja czasu wcale nie pomaga!
Bo może już nie warto zaczynać tego pierwszego zdania?

Czy syndrom białej kartki jest uleczalny?

Być może już się pogodziłaś z tym, że pisanie nie idzie Ci lekko.
Poddałaś się białej kartce z westchnieniem rezygnacji i chichotem krytyka wewnętrznego w tle.
Z frustracji i zniechęcenia odmówiłaś czytania „wypocin” na głos.
Albo oburzyłaś się (tak jak ja!), gdy powiedziano Ci prawdę:
„Jesteś po prostu nierozpisana”.

Zabolało? Mnie dawno temu tak.
Bo oto dowiedziałam się, że blokada, którą czuję nie jest stanem nieuleczalnym.
Że można (a nawet trzeba!) nad nią pracować.
I sama z siebie nie minie…


Więc jeśli Tobie nikt jeszcze nie wbił sztyletu w nierozpisane serce, nadchodzę:

  • Nierozpisanie to naturalny stan na początku drogi. Dlatego to nic strasznego!
  • Nierozpisanie to stan przejściowy i (niestety!) nawracający!
    Może się przytrafić każdemu, nawet tym, którzy maja połowę powieści ;)
  • Nierozpisanie można pokonać. Wystarczy pisać.

Przyczyną nierozpisania może być to, że nigdy dotąd nie pisałaś.
Albo miałaś dłuższą przerwę (jak ja) i wypadłaś z rytmu.
Trochę tak, jakby „mięsień” pisarski zanikł. Dalej tam jest, ale trzeba go rozruszać.
Blokadę stanowić może Twoje nastawienie: niepewność i brak wiary w siebie.
Wtedy, choć po trochę piszesz, wciąż masz poczucie, że tworzysz gnioty.
A biała kartka to wie.
I patrzy.

Weź za nierozpisanie odpowiedzialność

Gdy patrzysz w białą kartkę, możesz uznać, że blokada to jej wina.
Albo zadanie jest nie takie, a stres i *** (wpisz dowolny czynnik) przeszkadzają Ci w skupieniu.
„Nie umiem pisać na zawołanie” i tyle. Czyli: nie Twoja wina.
Diagnoza „nierozpisanie” zmienia perspektywę – bo przeszkodą nie jest już wrodzony brak talentu czy cecha osobowości.
Powodem staje się brak treningu. Czyli jak się ruszysz, to poprawisz kondycję.
Kiedy tak miło siedzieć na tyłeczku i mówić, że nie umieeem…

Niestety – tak wygląda pisarska dorosłość ;)
A Ty nie chcesz chyba być do końca życia gryzmolącym szkrabem?

Nierozpisanie to stan, a nie cecha!

Jeśli pomyślisz o pisaniu jak o mięśniu, wydaje się oczywiste, że można go wyćwiczyć.
I jedni stosują duże obciążenia (powieść!) a inni zaczynają od 1kg hantelka (opowiadanie).
Zupełnie jak na siłowni: nie liczy się jaki ciężar wybierzesz – ważna jest systematyczność i długość treningów.
Czas więc wypowiedzieć walkę z niepisaniem!
Pozbyć się wałeczków niepewności ;)
Tylko jak trenować?

Już niedługo zaproszę Cię na pisarski trening personalny ;)

 

Autor zdjęcia: Angelos Michalopoulos/unsplash.com

Follow Anna Bąk:

Pomagam budować zaufanie. Do siebie. Do twórczości. Do innych. Otulam spokojem i wiedzą. Gilgotam pytaniami. Kocham biblioteki, artykuły biurowe i zapach świeżego chleba :)

Latest posts from