Krytyk wewnętrzny chce dobrze

with Brak komentarzy

krytyk wewnetrzny jak sceptyczny gepard

Mój krytyk wewnętrzny to taki mały gnom, który siedzi na ramieniu.
Ma wytrzeszczone ze strachu oczy, ale jest puchaty. Taki trochę Furby ;)
Tuli mnie wątpliwościami, karmi historiami o upadku.
Tka złotą klatkę zastoju, przykrywa pierzynami krytyki.
Chce, żebym była bezpieczna.
Tylko mu nie wychodzi.

Jeśli Twój krytyk także szaleje, zobacz jak możesz sobie z nim poradzić.
Na Furby’iego działa ;)

Krytyk wewnętrzny to VAT od ambicji

Krytyczny gnom to głos strachu.
To dziedzictwo czasów, gdy tylko głos rozsądku pilnował nas, byśmy nie skakali w przepaść za dinozaurami ;)
Jest więc mechanizmem obronnym, który często ratował życie.

Dziś dinozaurów nie ma, ale krytyk wcale nie boi się mniej.
Po prostu boi się innych rzeczy.
Lęka się ocen innych, niepewności finansowej oraz nieznanych miejsc.
I boi się tworzyć.

Krytyk wewnętrzny to podatek od działania.
Im większe masz plany, tym więcej niebezpieczeństw Ci zarysuje.
To poduszka bezpieczeństwa na drodze życia.
Taka, która opatula od stóp do głów. I lekko przydusza.

Możesz z nim walczyć, ale jest częścią Ciebie.
Lepiej go zaakceptować. Wysłuchać.
I olać ;)

Zapisz to, co mówi Twój krytyk

Krytyk wewnętrzny sporo gada.
Czasem zapętli się na jakiejś frazie, ale może też szukać nowych strachów.
On w każdej niepewnej sytuacji spodziewa się za rogiem dinozaura.
Ale jak sama wiesz, szanse, że za rogiem czai się potwór są niewielkie.

Słów krytyka warto jednak posłuchać.
Nie po to, żeby według nich działać, ale żeby wiedzieć, czego się boisz.
Bo może wciąż obawiasz się tego samego?
Albo jest coś, czemu powinnaś się w swojej samoocenie przyjrzeć?
I sprawdzić czy faktycznie tak jest?

Dlatego zapisuj to, co wróży krytyk wewnętrzny. Nawet hasłowo.
Co jest dla niego ważne? Czyich ocen się boi?
Ja codziennie wieczorem zapisuję odpowiedz na frazę „Dzisiaj boję się, że…”
I nie ważne, czy boję się o to, że będę niewyspana czy że czegoś nie zrobię.

Spisuje te strachy. Dzięki temu wiem, że są.
Widzę, jak wiele z nich się nie sprawdza.
Spróbuj. Może dzięki temu zobaczysz, że Twój krytyk nie ma racji.

Daj krytykowi wewnętrznemu własny hasztag. I publikuj.

Gdy byłam w Klubie Pisarskim Online, każde ćwiczenie miało swój hasztag.
Prosty, jak #woda albo #tłum.
Raz w tygodniu publikowałam tekst w odniesieniu do zadania.
I niemal zawsze 10 napisanych zdań wydawało mi się słabe.
Niewystarczające, nieciekawe, a nawet nie na temat.
Mogłam podać listę zarzutów dłuższą niż sam tekst.
Palec drżał przed każdym „wyślij”.

Dlatego kiedyś, gdy strasznie ze sobą walczyłam, dodałam hasztag #chybanie.
Taka mała wątpliwość, opinia krytyka wewnętrznego. Taki „dupochron” dla niego.
I z tym dodatkowym tagiem, mimo jego krzyków, publikowałam teksty.
Nawet raz się z tego tagu musiałam tłumaczyć!

Wyraziłam wątpliwości, ale to nie powstrzymało mnie od działania.
Zadanie zostało wykonane. A wiesz co jeszcze otrzymałam?
Tyle pochwał, że aż robiłam print screeny ;)
Serio, serio.

Krytyk wewnętrzny to dobry redaktor

Umówmy się, krytyk często ma rację.
Bo każdy tekst da się napisać lepiej. A już na pewno inaczej.
I on to „inaczej” widzi, bo zna idealną wizję treści jaką masz w głowie.
Oboje wiecie, że nie zawsze stykają się tak, jakbyście chcieli ;)

Dlatego wykorzystaj Wasze wątpliwości w fazie redakcji i edycji.
Krytyczny głos jest idealnym pomocnikiem w etapie poprawek.
To wtedy jest czas na przestawianie słów, usuwanie powtórzeń i analizę rytmu tekstu.

Możliwe, że te chropowatości tekstu widzisz już w czasie pisania (ja tak mam!).
Kluczowe jest to, aby się nie zatrzymywać na małej górce językowej. I płynąć na fali pomysłu dalej.

Więc jeśli widzisz błąd lub niezręczność w fazie tworzenia, zaznacz to miejsce i pisz dalej.
Potem będziesz dopieszczać tekst.
Ja często widzę powtórzenia i zaznaczam je podkreśleniem tak jak poniżej:

krytyk wewnętrzny w tekście AnnaBakpisze

Jak widzisz, miałam fazę na słowo „więc”.
Czy zauważyłam to już po trzecim powtórzeniu – tak.
Czy się przejęłam? – nie.
Czy pisałam dalej, powtarzając „więc” jeszcze kilka razy – TAK! ;)

Dzięki temu, że pisałam dalej, wychwyciłam wzór.
Mogę teraz tego słowa unikać, pracować nad zamiennikami.
Gdybym zatrzymała się już po drugim „więc” straciłabym całą lekkość pisania i dalszy tekst.
A tam pojawia się całkiem fajna koncepcja reprezentowania idei.
Odpowiedzialności za nią. Mnie się podoba! ;)

Stwórz magazyn dobrych zdarzeń (positive box)

Być może Twój krytyk wewnętrzny mocno Cię kopie.
Zamiast być puchatym Ferbim, jest wielkim sępem, który przytrzymuje Cię tuż przy ziemi.
I wytrąca pióro z ręki. Albo je totalnie obślinił hejtem i nie masz odwagi nawet po nie sięgnąć.

Wtedy potrzebujesz zbroi mentalnej.
Najlepiej do tego nadaje się szczęście i pozytywne emocje.
Dlatego bardzo polecam Ci stworzenie magazynu dobrych zdarzeń.
Może to być słoik z karteczkami (Happy słoik, jak u Pani Swojego Czasu) albo folder na komputerze (np. nazwany Positive Box).

Ważne żebyś umieszczała tam miłe rzeczy, które Cię spotkają w związku z tworzeniem.
Każdy komentarz, pochwałę czy „dziękuję”.
A nawet zwykły „heheszek” z koleżankami.

Dodawaj wszystko, co powoduje, że czujesz się ważna, mądra i dobra.
To, co pokazuje Ci, że warto pokazywać prawdziwą siebie.
I to, co masz w środku.

Przez większość czasu nie będziesz do magazynu zaglądać.
Po prostu odkładaj tam skrawki szczęścia.
A gdy nadejdzie chwila zwątpienia, krytyki albo strachu – przeczytaj to, co tam masz.
Przypomnij sobie każda osobę i chwile, które wywołały ciepło w sercu.
Rzeczy, które sprawiły, że błyszczałaś. Przeczytaj, powspominaj.
Przypomnij sobie, że warto.
I pewnie w tym trudnym dniu nie uwierzysz do końca, ale będziesz mieć dowody, że można.
Zobaczysz, że są osoby, którym pomagasz.
Dla których masz znaczenie.

To nieco uspokoi krytyka.
Bo on wcale nie chce, żebyś była smutna.
Chce żebyś była bezpieczna.
Tylko mu nie wychodzi.

On po prostu nie wie, że bezpieczna nie zawsze znaczy szczęśliwa.

 

Autor zdjęcia: Cara Fuller/unsplash.com

Follow Anna Bąk:

Pomagam budować zaufanie. Do siebie. Do twórczości. Do innych. Otulam spokojem i wiedzą. Gilgotam pytaniami. Kocham biblioteki, artykuły biurowe i zapach świeżego chleba :)

Latest posts from